"Tuż po 18 urodzinach..."
>h<
"Ma dziś lat 18. Pochodzi z USA - New York. Zamieszkała w Katowicach, woj. Śląskie.
<historię opowiada bliski przyjaciel>
Zawsze wesoła, szczęśliwa, pełna życia, nie wiedziała co to nieśmiałość, doskonale panowała nad strachem, nic nie mogło przeszkodzić w spełnianiu jej marzeń, poza jednym..
Była chora na SM (stwardnienie rozsiane).
Dziewczyna pełna życia, mimo tego, że niekiedy nie potrafiła chodzić czy mówić, robiła wszystko aby pełniły się jej choć te małe, ale wciąż trudne do spełnienia, marzenia.
Od zawsze chciała grać w siatkówkę i tenisa stołowego. Robiła to, była bardzo zawzięta.
Choroba zaatakowała ją nagle, kiedy to się stało, pół jej energiczności, pewności siebie, zniknęło.
Jednak nie poddawała się bez walki, wiedziała, że mimo skazania, może walczyć, walczyć i pokazać wolę do walki, zapał. Zawzięła się w sobie. Stach był dla niej sprzymierzeńcem, a nie przeciwnikiem. Niejednokrotnie na zawodach dostawała rzutu, ale, mimo że zostawała wycofywana z gry, to nie pozostawała obojętna, dalej była na boisku, tylko duchem, walczyła.
Odkąd postawiła sobie za cel walczyć i się nie poddawać, nigdy nie widziałem w niej smutku, zawodu, żalu, przykrości, za każdym razem miała na twarzy uśmiech, mimo że ją bolało, przez płacz usta się śmiały.
Któregoś dnia zostałem przez nią zaproszony do jej domu, bałem się tej wizyty, ponieważ przez telefon brzmiało poważnie. Otóż, kiedy przyszedłem z jej oczu lały się łzy, nie z bólu, z załamania. Wtedy właśnie wytłumaczyła mi, że jej codzienny uśmiech zakrywa mnóstwo bólu, który jest w środku, wytłumaczyła też, że przez to, że trzyma uśmiech an twarzy jest jej lepiej, daje jej to siły do walki, energii
Kiedy wróciłem do domu, analizowałem to wszystko co mi powiedziała.
Zdałem sobie sprawę, że przez to, że niekiedy bywała na kogoś zła, że jest nerwowa, wynika z tego, że utrzymuje w sobie smutek, żal.
Od tamtego dnia trzymałem się jeszcze bliżej niej niż przedtem, byłem z nią w każdej chwili, pokochałem ją jako moją najlepszą przyjaciółkę.
Pewnego razu nie było jej kilka dni w szkole, na treningach, kiedy rozmawiałem z nią przez telefon mówiła mi, że złapała ją grypa, więc musi być w domu, rozmawialiśmy codziennie, jednak któregoś dnia brzmiała źle. Poszedłem do niej do domu, drzwi otworzyła mi jej mama, kazała pójść do jej pokoju, kiedy otworzyłem drzwi, oniemiałem.
Choroba w tempie ekspresowym rozwinęła się tak, że nie mogła już wstać, musiała leżeć, wyglądała źle, bardzo źle, kiedy byłem z nią sam na sam powiedziała mi tak :
Bałem się jej odejścia, bałem się tego co będzie kiedy jej zabraknie.
2 tyg. później zmarła.
Jej organizm był zbyt wykończony, aby walczyć nadal. Mimo tego, że choroba ją pokonała, ona sama wygrała, wygrała dzięki temu, że się nie poddała.
Odeszła na początku tego roku. Tuż po 18 urodzinach.
Tęsknię za nią.
Brakuje mi jej.
Nie potrafię odnaleźć siebie,
Mała iskierka zgasła, ale jej wieczny ogień ociepla moje serce."
"Ma dziś lat 18. Pochodzi z USA - New York. Zamieszkała w Katowicach, woj. Śląskie.
<historię opowiada bliski przyjaciel>
Zawsze wesoła, szczęśliwa, pełna życia, nie wiedziała co to nieśmiałość, doskonale panowała nad strachem, nic nie mogło przeszkodzić w spełnianiu jej marzeń, poza jednym..
Była chora na SM (stwardnienie rozsiane).
Dziewczyna pełna życia, mimo tego, że niekiedy nie potrafiła chodzić czy mówić, robiła wszystko aby pełniły się jej choć te małe, ale wciąż trudne do spełnienia, marzenia.
Od zawsze chciała grać w siatkówkę i tenisa stołowego. Robiła to, była bardzo zawzięta.
Choroba zaatakowała ją nagle, kiedy to się stało, pół jej energiczności, pewności siebie, zniknęło.
Jednak nie poddawała się bez walki, wiedziała, że mimo skazania, może walczyć, walczyć i pokazać wolę do walki, zapał. Zawzięła się w sobie. Stach był dla niej sprzymierzeńcem, a nie przeciwnikiem. Niejednokrotnie na zawodach dostawała rzutu, ale, mimo że zostawała wycofywana z gry, to nie pozostawała obojętna, dalej była na boisku, tylko duchem, walczyła.
Odkąd postawiła sobie za cel walczyć i się nie poddawać, nigdy nie widziałem w niej smutku, zawodu, żalu, przykrości, za każdym razem miała na twarzy uśmiech, mimo że ją bolało, przez płacz usta się śmiały.
Któregoś dnia zostałem przez nią zaproszony do jej domu, bałem się tej wizyty, ponieważ przez telefon brzmiało poważnie. Otóż, kiedy przyszedłem z jej oczu lały się łzy, nie z bólu, z załamania. Wtedy właśnie wytłumaczyła mi, że jej codzienny uśmiech zakrywa mnóstwo bólu, który jest w środku, wytłumaczyła też, że przez to, że trzyma uśmiech an twarzy jest jej lepiej, daje jej to siły do walki, energii
Kiedy wróciłem do domu, analizowałem to wszystko co mi powiedziała.
Zdałem sobie sprawę, że przez to, że niekiedy bywała na kogoś zła, że jest nerwowa, wynika z tego, że utrzymuje w sobie smutek, żal.
Od tamtego dnia trzymałem się jeszcze bliżej niej niż przedtem, byłem z nią w każdej chwili, pokochałem ją jako moją najlepszą przyjaciółkę.
Pewnego razu nie było jej kilka dni w szkole, na treningach, kiedy rozmawiałem z nią przez telefon mówiła mi, że złapała ją grypa, więc musi być w domu, rozmawialiśmy codziennie, jednak któregoś dnia brzmiała źle. Poszedłem do niej do domu, drzwi otworzyła mi jej mama, kazała pójść do jej pokoju, kiedy otworzyłem drzwi, oniemiałem.
Choroba w tempie ekspresowym rozwinęła się tak, że nie mogła już wstać, musiała leżeć, wyglądała źle, bardzo źle, kiedy byłem z nią sam na sam powiedziała mi tak :
" Miałam odwagę, aby stoczyć walkę z przeciwnikiem,który był o wiele silniejszy niż ja, wynik był przesądzony, znałam go od samego początku, ale mimo to walczyłam, bałam się - owszem. Miałam odwagę, ale nie miałam brak strachu, bo odwagą nie nazywa się braku strachy tylko panowanie nad nim. Ja zapanować potrafiłam. Jednak, właśnie w tej chwili - przegrywam. Mój przeciwnik nabrał mocy, a ja ją straciłam, upadłam i nie potrafiłam się już podnieść. Przepraszam"
Bałem się jej odejścia, bałem się tego co będzie kiedy jej zabraknie.
2 tyg. później zmarła.
Jej organizm był zbyt wykończony, aby walczyć nadal. Mimo tego, że choroba ją pokonała, ona sama wygrała, wygrała dzięki temu, że się nie poddała.
Odeszła na początku tego roku. Tuż po 18 urodzinach.
Tęsknię za nią.
Brakuje mi jej.
Nie potrafię odnaleźć siebie,
Mała iskierka zgasła, ale jej wieczny ogień ociepla moje serce."
~Sentymentalna~
Komentarze
Prześlij komentarz