"Gdzieś się zgubiłem..."

>h<

"Lat mam 20
Na imię mi Marcel.
Mieszkam w Koszalinie.
Rodzinne miasto, dom? - Tychy.

Wychowałem się w Tychach, tam jest moje życie, moi przyjaciele, moja rodzina.
Jak znalazłem się w Koszalinie?

Historia zaczyna się tak.
Rodzinne miasto, osiedle blokowisk, obskurne, poniszczone, nieszanowane miejsce, w którym spotykali się wszyscy ci którzy tam mieszkali, dla ludzi przechodzących obok było to miejsce, o którym nikt nie pamięta, nie interesuje się nim, nic o nim nie wie.
A dla nas?
Było to miejsce tętniące życiem, szanowane przez nas, każdego dnia gry w palanta, siedzenie na ławce, historie, które każdemu z nas się przytrafiły, opowieści jak kto widzi świat, wymiany różnorodnymi towarami, niekoniecznie narkotykami. Każdy z nas widział w tym miejscu coś wyjątkowego, może to był klimat, który każdemu odpowiadał, może wrzeszczący ludzie z okien albo po prostu wyjątkowym było to, że mimo różnic wiekowych, poglądowych czy innych, zawsze mogliśmy znaleźć tam osoby, którym ufamy i one ufają nam oraz ludzi, którym możemy powiedzieć wszystko.

To było ponad 5 lat temu, kiedy wszyscy, niezależnie od wieku, siedzieli razem, rozmawiali razem, śmiali się razem, płakali, grali, bawili się, wspominali razem. Wtedy nikogo nie obchodziło, czy między 15 - latkami są 5 latki, nikogo, każdy był na równi z innymi.
A teraz?
Każdy szuka tylko pretekstu by komuś sklepać miche, każdy szuka wszędzie problemu.
Dzisiaj nikt kto ma lat 15 nie pomyślałby o tym by rozmawiać z 5 latkiem. Nikt.

5 lat temu. 2010 rok.
Dowiedziałem się, że moi rodzice zmieniają pracę i musimy się przeprowadzić, pomyślałem - super! - do czasu, kiedy dowiedziałem się, że ta przeprowadzka ma oznaczać przeniesienie się na drugi koniec kraju. 
Miałem tam przyjaciela i przyjaciółkę. Obydwoje ode mnie młodsi. 
Przyjaciel wyjechał w styczniu 2010 roku, ja miałem wyjechać w marcu. 
Przyjaciel wyjechał gdzieś w świat, ani ja ani przyjaciółka nie wiedzieliśmy gdzie. Zostawił nas.
Później wyjechałem ja. Zostawiłem osobę dla mnie naprawdę ważną. Ona została tam sama.
Kiedy minęły 3 lata nasz kontakt zanikł. Każdy z nas miał swoje sprawy na głowie, nie mięliśmy czasu na rozmowy. 
Nie wiedziałem co się dzieje. Z przyjaciółką nie było kontaktu, żadnego. 
Po roku sam już nie dawałem rady, unikałem rozmów o czymkolwiek z rodzicami. W 2014 roku zmarła moja mama. To już mnie dobiło.
W głowie miałem myśl tylko o sambójstwie, o niczym innym.
Zrobiłem to.
Nie udało mi się.
Później dowiedzieliśmy się, że nasz przyjaciel zmarł.

Dziś noszę na sobie ten ciężar tego błędu.

Gdzieś się zgubiłem, tylko nie wiem kiedy to było.

Z przyjaciółką zerwałem kontakt na amen. 

Chciałem pojechac na grób przyjaciela, ale nie wiedziałem gdzie mam szukać.

Zostałem sam.



Moja historia wygląda inaczej niż poprzednie, ale u mnie utraty nie widać na zewnątrz, u mnie widać ją w środku."





~Sentymentalna~

Komentarze

  1. Pomysł Twojego bloga jest interesujący. Czytając pisane przez Ciebie historie, na nowo uświadamiam sobie, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Jestem pod wrażeniem, jaki przekaz ze sobą niosą. Dobrze, że piszesz - uzewnętrzniasz to, co widzisz i dzielisz się swoimi przemyśleniami. Brawo! Tylko tak dalej - z przyjemnością będę odwiedzać Twojego bloga. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz